Wiek Legend

Ekspedycja i Eksploracja
"Let's go outside (let's go outside) in the sunshine, I know you want to but you can't say yes"

Intro

Ekspedycja dwa i pół

Do rzeczy, bo odcinek był rzadkiej urody: Elona i Joran mają dla nas propozycję nie do odrzucenia. Chcą, żebyśmy w tajemnicy wyszli z kaeru (hurraa!) i dowiedzieli się, czy pogrom trwa, a gdyby się udało, co się stało z poprzednią ekspedycją, bo oni też mieli tylko wychynąć i wrócić, a nie wrócili. Zgodziliśmy się.

Po dwóch-trzech tygodniach dochodzenia do siebie, rozwijania talentów i dostrajania się do nowych zabawek (ja do żetonów do mojego Runomiota a Dae do jego laleczek, napisałbym “no funny business”, ale w sumie nie mogę mieć pewności…) byliśmy gotowi, więc w ciszy i tajemnicy (a nie w wielką pompą, jak żegnana była poprzednia ekspedycja) odprowadzili nas do bocznych drzwi. Powiedzieli, że jak już będziemy coś wiedzieć, żebyśmy zadzwonili domofonem po drugiej stronie drzwi, a ktoś nas wpuści.

Kopalnia1

Wyszliśmy więc po długiej drabinie i przez drzwi. Trafiliśmy do koryta z wyłączoną rzeką. Minęliśmy domofon nie sprawdzając czy działa i wyszliśmy z koryta w sam raz w momencie jak rzeka do niego wróciła. W jaskiniach (bo tam byliśmy) znaleźliśmy runy do wyłączania rzeki, a także jaskinie z pozostałościami po (co wyszło z mojego dociekliwego inwestygowania otoczenia) plemieniu trollowych Łupieżców, którzy schowali się w tych jaskiniach na początku Pogromu.

Znaleźliśmy też Kryształ Pamięci i obejrzeliśmy parę retrospekcji…

Whooooosh….

Łupieżcy łupieni

Nie tylko je obejrzeliśmy, ale nawet w nich zagraliśmy! Dae’Haron wcielił się w Bragga, czempiona Łupieżców, Magrit została artylerzystką Janissą, a ja – kapitanem statku, Hortolem, i zadziwiająco dobrze się w tej roli odnalazłem. Kto wie, może w poprzednim wcieleniu też byłem Łupieżcą?…

W każdym razie lecieliśmy z naszym plemieniem dwoma albo trzema statkami, a goniły nas paskudne rakkeny. Janissa ładowała do nich z działa ogniowego, Bragg skakał ze statku na grzbiet rakkena i znów na statek, a ja je taranowałem i nabijałem na złamane maszty, po czym przy minimalnych stratach w ludziach wylądowałem na niewielkim płaskowyżu u wejścia do jakiejś jaskini. Tam też wszyscy się schroniliśmy.

Błądziliśmy po korytarzach kopalni. Część ludzi straciłem na rzecz świecącej, fioletowej kuli, która ich uwięziła psychicznie (po prostu zostali się w nią wgapiać), część w walce z zasiedlającymi jaskinie pająkami, ale wreszcie przycupnęliśmy w paru jaskiniach i tam zamieszkaliśmy…

Whooooosh…

Creepy crawling

No i tak dokonali żywota, na to by wyglądało. Było to parę setek lat temu.

Ruszyliśmy dalej. Jaskinie faktycznie były zamieszkane przez pająki i udekorowane ich sieciami. Musieliśmy kilka pokonać, ale udało nam się przedrzeć. Dotarliśmy do kopalni, gdzie znaleźliśmy ciało Sylphisa. Zmarł na naszych rękach, ostatnim tchem ostrzegając nas (m.in. dwójkę Elfów, mind you), żebyśmy “nie ufali Elfom”. Wtedy też dostrzegliśmy jakiegoś Elfa, który się nam przyglądał z mroku, ale znikł. Podążyliśmy za nim.

Kopalnia2

Trafiliśmy do korytarzy kopalni. Nauczeni doświadczeniem trollowych łupieżców ominęliśmy pułapkę na Horrory (tą fioletową kulę) łukiem jak najszerszym, wznieśliśmy się mocą mojej lewitacji w górę szybu i trafiliśmy do wyjścia. Rozkminiliśmy zagadkę drzwi wyjściowych i wydostaliśmy się na zewnątrz.

Niebo!

Outside

A tam przywitał nas widok, o którym marzyłem od lat: las! Drzewa! Niebo! A z nieba – deszcz! Coś niesamowitego!

Niestety, radość zepsuł mi nieco fakt, że razem z tym wszystkim przywitał nas też oddział siedmniu elfów z wycelowanymi w nas łukami…

View
Twarze wykrzywione gniewem
"Ice age coming, ice age coming, women and children first..."

W poprzednim odcinku:
* Aresztowani magowie Herghest (czarodziej, krasnolud) i Dae’heron (iluzjonista, elf) zostali przeniesieni do luksusowego kurortu dla umysłowo pieprzniętych w Trzech Wieżach pod świątynią Rashomona. Czy naprawdę są szaleni, czy to tylko skomplikowany plan uzyskania informacji o kulcie Horrora Nienawiści od zamkniętej w sąsiedniej celi kultystki o wątpliwej poczytalności?
* Wojowniczka Magrit Sallah znajduje sprzymierzeńców w nieoczekiwanym miejscu – wśród kultystów Horrora, którzy przekonują ją, by pomogła im odbić swoją pobratymczynię ze szpitala dla umysłowo chorych. Czy Magrit może ufać swoim niedawnym przeciwnikom?

Niesamowity finał pierwszego sezonu “Earthdawn: Wieku Legend” już dziś wieczorem! Nie przegap!


1. Ratownicy i ratowani. (As Dead as Leaves.)

Choć Magrit i jej weseli, najedzeni i uzbrojeni kultyści biegną do nas po spiralnych schodach, pokonując piętro za piętrem, my (Herghest i Dae’Haron) całkiem nieźle radzimy sobie sami. Po tym, jak już zamknąłem opętanego demiwidmem lekarza (a raczej jego truchło) w naszej niedawnej celi, ruszyliśmy śladem siostry Hevara. Pozostawiła ona po sobie oblodzoną i oszronioną ścieżkę, prowadzącą do wielkich, zamrożonych drzwi. Dae’heron przywdział komplet iluzji, przez co wyglądał jak zombitechnoniedźwiedź z płonącymi rękami, którymi bez trudu wywalił drzwi z zawiasów.

Po drugiej stronie natrafiliśmy na pięć innych zamrożonych ciał, do niedawna należących do lekarzy i pacjentów zakładu, a obecnie opętanych i animowanych przez demiwidma. Uwagę ich od nas odwróciła kompania ratunkowa, która zwarła się z nimi w starciu. W walce straciliśmy jedynie jednego kultystę – wielkiego łysola zamrożonego na śmierć przez zombiwidmo. Przeciwników roznieśliśmy wspólnymi siłami. Angius z nadmiaru wrażeń schował się w kącie i popadł w katatonię, a Kirof z bojowego rozpędu (czy aby na pewno?) zaatakował też Dae’herona, ale jego siostrzyczka solidnie wymierzonym policzkiem przywołała go do porządku.

A Punchup at the Wedding.

Zmrożony ślad prowadził na górę, więc podążyliśmy za nim. Piętro wyżej natrafiliśmy na ustawioną na podeście, jakoby w muzeum, jakąś legendarną włócznię oraz na krasnoludziego złodzieja, który wyraźnie był nią zainteresowany. Dae’heron-technobrytan rozbił gablotę nic sobie nie robiąc z pułapek, czym zaskarbił sobie podziw złodzieja, który ochoczo ruszył z nami na wyższe piętra (choć powodem mogła też być zbliżająca się pogoń opętanych szaleńców).

Na kolejnym piętrze dotarliśmy do biblioteki Samiela, całej mocno zmrożonej. Na podłodze leżała siostra Hevara, która – jak się wreszcie dowiedziałem – nazywała się Nieri. Zabarykadowaliśmy się półkami z książkami i wymusiliśmy na Kirofie wyjaśnienie, o co właściwie chodzi i dlaczego jest ona dla niego tak ważna. Okazało się, że Kirof – ksenomanta, przypominam – eksperymentował bardzo niecnie, próbując stworzyć superpotężne demiwidmo na swoje rozkazy. Składały się na niego dusze Hevara oraz czworga z jego służby. Teraz Hevar jest niespokojny i szuka możliwości zemsty na żyjących i jedynym sposobem jest odprawienie rytuału, w którym możemy (ja i Dae) pomóc, ale trzeba dziewczynę dotransportować do dawnej świątyni Rashomona, a po drodze nie może jej się NIC stać. Ani draśnięcia.

2. Przeprawa i wyprawa. (Hail to the Thief.)

Rozejrzeliśmy się po pomieszczeniu i wyszliśmy na balkon, na którym wisiała w powietrzu brama donikąd, zbudowana z wielkich głazów, na których po elficku wypisana była zagadka. Z pomocą starej księgi, znalezionej i ostrożnie rozmrożonej w bibliotece, oraz mojego talentu poznania języka, udało mi się zagadkę rozwiązać i przemienić bramę w wiszący w powietrzu i ruchomy most z głazów.
Na moście zmieścili się tylko obecni Adepci – ja z drugim krasnoludem, rodzeństwo elfów oraz Kirof, który niósł przewieszoną przez ramię Nieri. Pozostali kultyści oraz Angius pobiegli na wyższe piętra, uchronić się przed nawałnicą demiwidm. My pognaliśmy mostem.

Niestety, po drodze zainteresowały się nami mieszkające pod stropem tej gigantycznej jaskini harpie. Dlaczego nic nie może pójść prosto? Zaatakowało nas ich sześć. Wspólnymi siłami odpieraliśmy ataki kolejnych, choć ja przypłaciłem to potężnym ciosem, który prawie posłał mnie w przepaść. Uratował mnie złodziej. Także Dae mało nie wylądował w jeziorze tych dziesiątki metrów pod nami, bo magia w głazach zaczęła szwankować, ale jemu z kolei pomogła jego siostra. Dae magią iluzji odstraszył całą chmurę następnych harpii, które już do nas nadlatywały, a my wszyscy wreszcie dotarliśmy cało i mniej więcej zdrowo (choć ja i Magrit dosłownie na krawędzi) do jaskini, w której ukryliśmy się za zamkniętymi drzwiami.

Odpoczęliśmy tam kilka godzin, lecząc rany i robiąc rytuały karmiczne, po czym ruszyliśmy w dalszą drogę. Kirof ostrzegł, że świątynia znajduje się po drugiej stronie wielkiego korytarza przy Hali Rady, więc będziemy musieli przez niego się przekraść. Zbliżając się jednak wznoszącym się korytarzem do poziomu Hali Rady coraz wyraźniej słyszeliśmy odgłosy zabawy i radości stamtąd dochodzące. Domyśliłem się, że pewnie mieszkańcy Kaeru żegnają wyruszającą właśnie wyprawę na zewnątrz.

Wmieszani w tłum widzieliśmy, jak nasi mistrzowie – T’shrrrt i Mangroth (nie Leldrin jednakowoż) – wśród innych potężnych Adeptów opuszczają Kaer przez ogromne wrota. Wszędzie były okrzyki, śpiewy, tańce i sztuczne ognie (widziałem, jak mój dziadek uświetnia całe zdarzenie pokazem swojej magii). Nie było zbyt trudno w tym ogólnym rozgardiaszu przejść na drugą stronę, więc wkradliśmy się do ruin świątyni bez większych problemów.

3. Krąg Życia, Spirala Śmierci. (It Girl. Rag Doll.)

W świątyni, pod kierownictwem Kirofa, usypaliśmy z magicznej kredy duży krąg, w którym umieściliśmy Nieri, oraz trzy mniejsze, styczne do niego, w których mieliśmy stanąć my. Magrit i Sturatowi (złodziejowi, który w międzyczasie przekazał mi laleczki Angiusa, które tamten mu “dał”, a następnie próbować wycyganić ode mnie jakieś pieniądze) Kirof polecił czekać w oddali, więc przysiedli na cokole posągu Rashomona – wysokiego mężczyzny w szacie. Wśród przygotowań do rytuału próbowałem uspokoić i pocieszyć Nieri. W żadnym wypadku nie zjednało mi to ani grama sympatii jej brata, którego wściekłą twarz wciąż widziałem w przestrzeni astralnej, ale chciałem przynajmniej pomóc jej. Okryłem ją kocem i – ponaglony przez Kirofa – opuściłem krąg.

Little Man being Erased.

Kirof opisał, że nasz rytuał utworzy Krąg Życia, który uwięzi ducha Hevara. Mimo usilnych prób Dae’heronowi nie udało się wykryć w jego słowach fałszu, ale to niekoniecznie znaczyło, że powiedział nam wszystko. Jak się później okazało – część swojego planu pominął. Tymczasem rozpoczęliśmy rytuał, który – jak się wydawało – podziałał dobrze, ale Kirof dodał do niego nowy element. Utopił, mianowicie, całe pomieszczenie w czarnej jak smoła ciemności, po czym… wszedł w krąg, mimo, że nam absolutnie tego zakazał.

Nie było wątpliwości, że zamiary ma niecne. Wyśmiał nas, że łatwo nami mainupulować, a następnie zrobił dwie rzeczy, które w moich oczach (boleśnie ironiczne wyrażenie, z perspektywy czasu) posłały go daleko za granicę przebaczenia. Otworzył, mianowicie, portal do przestrzeni astralnej, przez którą poczęły się wlewać do Kaeru setki gniewnych dusz (choć na razie zatrzymały się one w utworzonym przez nas w rytuale Kręgu Życia), a następnie nachylił się nad Nieri i skręcił jej kark.

Dusze utworzyły nieprzekraczalną barierę między nami a Kirofem, więc nie mieliśmy możliwości powstrzymania go fizycznie ani magicznie. Próbowałem więc przekonać go, że popełnia błąd i wciąż jeszcze może się zatrzymać, zanim przerwie Krąg i wypuści dusze na Pasjom ducha winnych mieszkańców Kaeru, którzy wciąż bawią się na festynie z okazji wymarszu dzielnej drużyny poza Kaer. Niestety, żadna doza rozsądku nie przemówiła do jego szalonego umysłu, i Kirof jednym gestem rozerwał Krąg, a następnie ruszył przez utworzony przez siebie portal. Prawie zmieceni z nóg pod naporem dusz, które wylały się z tej magicznej bańki, ruszyliśmy pod ich prąd i dotarliśmy do portalu. Weszliśmy do przestrzeni astralnej…

4. Astralna sprawiedliwość. (The Boney King of Nowhere.)

Po drugiej stronie ujrzeliśmy nas wykręconą wersję rzeczywistości. Z tej wersji świątyni Rashomona prowadził długi, wznoszący się tunel, na którego końcu biło światło. W jego kierunku ruszył Kirof, a ja za nim. Za mną pozostali – Dae’heron, Magrit, a nawet złodziej, który chyba nie chciał rozstawać się z szansą odzyskania magicznego artefaktu z wieży szpitala. To on dostrzegł, że po tej stronie w miejscu statuy Rashomona stoi ktoś zupełnie inny – potworna, pokryta wrzodami i liszajami bestia z zakrzywionymi rogami. Pod posągiem klęczała i łkała postać, w której Dae rozpoznał mistrza swojego mistrza – samego Samiela, który powtarzał tylko “Oszalał, on oszalał…”. Magrit została zaatakowana przez jedną z dusz, które wciąż zmierzały w kierunku otwartego portalu, a przez niego – do naszego Kaeru, ale jej brat podrzucił jej artefakt, który – jako jedyna broń, którą dysponowaliśmy – mogła wyrządzić jakąś szkodę w przestrzeni astralnej.

Ruszyłem w kierunku światła, chcać zmusić Kirofa do odwrócenia zła, którego dokonał. W biegu utkałem wątek najpotężniejszego czaru, jaki znam – Miażdżącej Woli – z zamiarem zaatakowania nim ksenomanty, ale gdy dotarłem bliżej światła i dostrzegłem, że jego źródłem jest Hevar – a raczej on złączony z czterema innymi, pełnymi gniewu i bólu duszami – który, jak się okazało, nie chce tak łatwo poddać się władzy Kirofa. Ten jakoś nie był w stanie pojąć, dlaczego duchy czterech osób, którym on sam wyciął serca w bluźnierczym rytuale, nie chcą go słuchać. Spróbowałem więc posłać moje przygotowane zaklęcie w Hevara, ale bez efektu. Zapowiadał się więc na potężnego przeciwnika.

Okazał się jednak wspaniałomyślny. Postanowił puścić nas wszystkich wolno, jednak za cenę obydwu oczu i języka od tych, którzy go zabili – mnie i Kirofa. Kirofa byłem gotów oddać mu od razu, ale co do mnie – próbowałem go przekonać, że nie ja jestem winny jego śmierci. Wymieniłem powody zaatakowania go wtedy, w śluzie Angiusa – chodziło mi o sprawiedliwość i chęć oddania go w ręce straży, by był poddany sądowi – ale przypomniałem, że ostateczny cios zadał mu sam Angius, potężnymi drzwiami śluzy. Nie przekonało go to jednak, wciąż chciał zemsty też na mnie. Kirof natomiast błagał o litość i próbował przekonać nas, byśmy zamiast niego oddali Hevarowi złodzieja. Biednego, nikomu nie wadzącego złodzieja, który znalazł się tu z nami całkowicie przypadkiem. Nie, Kirofie, tak nie będzie. Odpowiesz za swoje zbrodnie.

Hevar jednak był nieugięty. Chciał moich oczu. Albo języka. Pogodziłem się już z tym, że bez ofiary się nie obędzie, i byłem gotów oddać mu jedno oko, ale nie obydwa – wciąż miałem nadzieję, że kiedyś opuszczę Kaer i zobaczę zieleń lasów i trawy w świetle prawdziwego słońca. Nie byłem gotów na taką ofiarę. Począłem więc gotować się do walki, a moi towarzysze wraz ze mną.

Nie uszło to uwagi Hevara, który zaatakował pierwszy. Nienawiść czworga jednak musiała wziąć górę nad żądzą zemsty jednego, bo celem pierwszego ataku okazał się ksenomanta, a atak był tak potężny, że prawie go zabił. Moi towarzysze szybko wykorzystali obrót sprawy i rzucili nieprzytomnego Kirofa na żer Hevara i pozostałych dusz. Nie tracili czasu, ale Hevar wciąż chciał ofiary ode mnie. Był gotów odwołać dusze z Kaeru i zamknąć portal, jeśli oddam mu dwoje moich oczu. Wyciągnął ku mnie obie dłonie i czekał na ofiarę. Ja znów byłem już bliski przystania na tę propozycję, kiedy moi przyjaciele przypomnieli Hevarowi o jego siostrze. O tym, jak się nią przez ostatnie godziny opiekowałem, jak próbowałem jej ulżyć w bólu i cierpieniach, jak chciałem jej pomóc i jak zabolała mnie jej niezawiniona śmierć. Te słowa wywołały zamęt wśród dusz Hevara. Wreszcie cofnął on jedną dłoń, a ja podszedłem do niego, oddać się astralnej sprawiedliwości.

S01e05 ofiara

Moje lewe oko wyrwały wszystkie pięć dusz, po czym każda z nich je zmiażdżyła w dłoni. Bolało dziesięciokrotnie, a ja mało nie straciłem przytomności. Potworne dzieło Kirofa rozpłynęło się w przestrzeni, a dusze poczęły wracać z Kaeru ze spuszczonymi głowami. Przyjaciele zabrali mnie spowrotem do naszego świata. Po drodze zebrałem jeszcze laleczki Angiusa, którymi wcześniej bezskutecznie próbowałem przekonać Hevara, że mogę dostarczyć mu jego prawdziwego mordercę. Sturat, wdzięczny, że wbrew namowom Kirofa nie oddaliśmy go duszom na żer, obiecał, że wstawi się za nami u samego Jorana, który okazał się być jego pracodawcą.

Epilog. Posterunek. (Your Time is Up.)

Wróciliśmy do Kaeru. Opuściliśmy świątynię Rashomona (choć chyba już nie możemy go tak nazywać) i dotarliśmy do korytarza w Hali Rady, gdzie przy ognisku ujrzęliśmy nieoczekiwane zgromadzenie: trzech krasnoludzkich rycerzy w zbrojach płytowych, a z nimi Elona oraz sam Joran. “Jesteście”, powiedzieli. “Czekamy na was od dwóch tygodni…”

View
"Wróg wroga mego"
"And the demons wake while the mannequin sleeps"

Guardian of my soul who carried me when it was cold 1

Brond, Urloch i Magrit uciekają korytarzami, za nimi – krasnoludzcy strażnicy. Urloch zaczyna zapadać w hibernację, Magrit musi pomagać go nosić.

Dobiegaja do zamkniętych drzwi na końcu korytarza. Urloch chowa się we wnęce, Magrit nie udaje się sforsować kłódki, więc doganiają ich strażnicy i wywiązuje się walka. Jeden krasnal daje radę ją położyć, ale zaraz ginie od sztyletu rzuconego w kark.

Spowija ich dym, a w dymie – kultyści. Strażnicy uciekają, Magrit też próbuje, ale nadziewa się na jednego krasnoluda, który pada od jej ciosu, ale ona sama też pada z wycieńczenia…

How unwelcome is wisdom then in brings no profit to the wise? 1

Herghest ZielonySiedzimy z Dae’heronem w więzieniu, cela w celę, między nami kraty. Odwiedza nas mój brat i się ze mnie nabija. Gdzieś w innej celi siedzi dziewczyna, która mówi do siebie (albo z kimś rozmawia, ale nie słyszymy drugiej strony konwersacji).

Przychodzi Leldrin i rozmawia z nami (no, głównie z Dae’heronem, bo to stary rasista), wypytuje nas o kultystów i Angiusa, a następnie mówi, że może nam pomóc. Dziewczyna-wariatka (siostra Hevara, młodego kultysty, którego położyłem czarem, a drzwi przywaliły na pierwszej sesji) będzie niedługo przenoszona do wariatkowa pod świątynią Rashomona. Jeśli my damy się przenieść wraz z nią, możemy spróbować czegoś o Horrorze się dowiedzieć. A potem Leldrin uratuje Dae’harona. Mnie może też. Łaskawca. Na odchodznym proszę go, żeby sprowadził, proszę, jeśli to nie za wielki kłopot, mojego dziadka. Pretty please.

Dziadek przychodzi z babcią, a ta za ucho ciągnie braciszka, każe mu mnie przeprosić, i rugają go za zachowanie wobec rodziny. Brat przeprasza, ciskając z oczu gromy. Potem, na osobności, mówię dziadkowi o planie z wariatkowem (Dae’haron zagłusza rozmowę wrzaskami o horrorze, co by nas uznali za świrów) i żeby mnie stamtąd wydostał, gdyby Leldrin jednak o mnie “zapomniał”. Amarok mówi mi jeszcze, że wyprawa poza Kaer rusza dosłownie na dniach.

Standing over me the good and bad that go unseen Influence and lull me into false security 1

Magrit jest u kultystów. Angius ja uratował. Kirof nie jest szczęśliwy. Jakiś kultysta jej wyjawia sekrety – że jest tu kapliczka horrora Nienawiści, a oni sie przygotowują do akcji odbicia ich kumpeli z wariatkowa, bo nie udał jej się “skok”.

Angius w kapliczce. Lepi laleczki z porcelany (normalne! nawet ładne, tylko trochę creepy, ale nie jakieś wykręcone przez skażenie Horrorem). Mówi Magrit, że jest jedną z nich i będzie im pomagać. Jest już zmęczony tym, że Horror przychodzi tylko do niego, a nie do innych. Kirof by chciał, żeby do niego przychodził, ale przychodzi tylko do Angiusa i mówi mu straszne rzeczy, i o jego rodzinie, którą gdzieś przetrzymuje.

A dziewczynę Pasji ducha winną dobrze by było uratować z tego wariatkowa.

Kirof wydaje się nie wierzyć w Nienawiść. Twierdzi, że wszystko wskazuje, że Horror jest, ale Angius na pewno nie jest nim spaczony. Kirof potrzebuje dziewczyny, tak, jak wcześniej potrzebował jej brata.

Locked alone in this white padded cell, no one can hear you so go ahead and yell 1

Przypływamy łodzią płaskodenną do wariatkowa. Są to trzy sześciokątne wieże na pilarach wystających z podziemnego jeziora w gargantuicznej jaskini. Wypełniają je “doktorzy” w szerokich kapeluszach i z dziobami (ale nie t’skrangi). Płynie z nami siostra Hevara (nie podłapaliśmy jej imienia). Znów gada do siebie (“Tak, to oni. Jeszcze chwilę.”) Bije od niej chłód.

Dzioby

Gdy nas wprowadzają do środka, doktorzy szeptają między sobą, że coraz więcej ostatnio zsyłają im tych wariatów.

Dostajemy z Dae’heronem celę razem. Nie wiem, co za debile nas razem posadzili, ale dobra. Coraz bardziej lubię tego gościa – wreszcie ktoś na moim poziomie. Dyskutujemy o Horrorze i wymyślamy kilka w miarę sensownych teorii (on coraz bardziej nie ufa swojemu mistrzowi). Siostra Hevara siedzi w celi po drugiej stronie korytarza – widzimy przez lufcik jej lufcik (no funny business!)

Dae’heron wyczaja, że przy siostrze Hevara jest zbliżenie zfer – dużo cieńsza ściana między przestrzenią naszą a astralną. Ja z kolei spoglądam w przestrzeń astralną i dostrzegam demi-widma – rozgniewane dusze, które przyczepiają się do żyjących. Takich dusz jest w tym wariatkowie pełno, biegają lub snują się po korytarzach, ale najwięcej ich skupia się wokół siostry Hevara – jedną z nich jest sam Hevar, który sprawia wrażenie z nią wręcz stopionego, i patrzy na mnie z furią. Chyba ma mi za złe, że go zabiłem, ale to nie ja, tylko drzwi Angiusa.

Dusze są podekscytowane, jakby na coś czekały. Krzyczą, a razem z nimi wrzeszczą pacjenci zakładu. Potem się uspokaja, a siostra Hevara siedzi i mamrocze “Zimno, tak zimno…”

But who is this enemy unseen? The face that hides behind the masquerade? 1

Magrit rusza z 4 kultystami (Kirof, Angius, wielki łysy i jeszcze jeden) łodziami płaskodennymi do wariatkowa. W międzyczasie Magrit ich nakarmiła i ponaprawiała im broń i ekwipunek. Gdy oni się zbliżają, w wariatkowie szał. Wśród demi-widm się przerzedziło, wiele zaczyna atakować i przejmować żyjących (głównie doktorów) i otwierać cele. Do naszej wpada jeden z doktorów z poderżniętym gardłem, a za nim – wielki wariat, który nas wypuszcza. Demi-widmo jakiejś staruchy zaczyna animować doktora. Uciekamy. Po drodze zaglądamy do celi siostry Hevara – nie ma jej tam. Cała cela jest zmrożona, a w przestrzeni astralnej widzimy pozostałości po jakimś portalu.

Ruszamy więc w kierunku wyjścia z tego miejsca, a w tym samym czasie do przystani dobija łódź z siostrą Dae’herona i kilkoma zupełnie nieprzewidzianymi sprzymierzeńcami…


1 Talgine i śródtytuły pochodzą z piosenki Pendragona Guardian of my Soul

View
Prawo i (Nie)Sprawiedliwość
"Your time has come to pick the road, your walk in this tale"

PRASÓWKA: We Floranuusie piszą, że złapali groźnego przywódcę kultu – wielkiego, czarnego Obsydianina. Piszą też, że Joran, rzecznik prasowy Rady Kaeru, ogłosił, że rozpatrywana jest nowa ekspedycja na powierzchnię. Leldrin nie jest zachwycony, uważa, że to szaleństwo. Pozostali nasi mistrzowie zaś są dość zainteresowani.

Śledztwo

Tymczasem Urloch siedzi w ciupie w Khar-Rhuz, a do nas odezwał się Brelduin, który próbował zrobić research o Horrorze, ale okazało się, że z inner sanctuum w bibliotece Gildii Magów, gdzie trzymają najcięższe i najmroczniejsze grimułary, ktoś podpierdolił z serii ksiąg o horrorach tom N-O, czyli ten o Nienawiści. Z tego, co Brelduin pamięta (on ostatni pożyczył tą księgę jakieś 70 lat temu, o czym poinformował nas najbardziej zorganizowany na świecie bibliotekarz Xond, głosiciel pasji Erendis; jak ona nie oszalała od tego porządku to ja nie wiem…), Nienawiść niszczy całe miasta poprzez tworzenie frakcji i manipulowanie nimi, żeby sobie nie ufały i się napierdalały, bo horror żywi się, wyobraźcie sobie, nienawiścią, żądzą zemsty, podejrzeniami itp.

Tworzy też Jehuthry, takie spajdermeny niefajne. To taki jego footprint.

Brelduin pamięta jeszcze historię z gazet sprzed jakichś 15 lat o pewnym garncarzu z Okoros, który widział białą postać, stracił rodzinę, zakład, wszystko, aż słuch o nim zaginął. Nazywał się Angius. COINCIDENCE? I THINK NOT.

Anyway, Brelduin rzucił ciekawą teorię wartą zapisania: może to wcale nie Nienawiść, tylko ktoś (kto np. podpieprzył księgę i wie, jak Nienawiść działa) się pod nią podszywa? Żeby np. wzbudzić strach przed horrorem wewnątrz kaeru, żeby otworzyć drzwi na zewnątrz? Albo coś?

Pogaduchy

Poszedłem z tym wszystkim do mojego mistrza, który strasznie chciał słuchać o Khandifie (który, wszystko na to wskazuje, planuje sprzedawać Theranom Barsawian jako niewolników po wyjściu na zewnątrz, tak bajdełej), ale nie dałem się zbić z tropu i trzymałem się tematu horrora. T’schrrt upiera się, że to niemożliwe, żeby w kaerze był horror, bo jest taka sala pod Halą Rady, Azum-Ka, w której steruje się ochroną kaeru, i z tego, co on wie (ale pewny nie jest, bo nie ma tam wstępu, bo nie jest w Radzie Gildii, więc może byśmy poszli i obalili Khandifa, co?), żadne runy ochronne czy inne zabezpieczenia nie są naruszone.

Uparłem się, że jest horror i są dowody, i postanowiłem go zabrać ze sobą do komnaty w więzieniu pod Halą Rady, gdzie przetrzymywali Angiusa zanim przepadł. Nie było tam już jednak żadnych śladów.

Spotkała się tam cała drużyna (w międzyczasie Dae’Haron poszedł do Leldrina, który obiecał zebrać Radę; Magrit odwiedziła swojego Mistrza, a Brond – swojego brata) i gdy wychodziliśmy okazało się, że na jutro w samo południe + 3 bicia dzwonów została wyznaczona egzekucja Urlocha (nie tracą czasu). Poza tym w prasie była też informacja, że także mistrz Magrit i Bronda (chyba?) zgłosili się jako chętni do wyjścia poza kaer. Mój mistrz zdradził, że on też by chciał.

Egzekucja

Tymczasem poszliśmy do Khar Rhuz zobaczyć się z moim dziadkiem, ale przy bramie okazało się, że telewizja kłamie i egzekucja jest dzisiaj, teraz, zaraz. Pognaliśmy więc spróbować uratować Urlocha.

Najpierw spróbowaliśmy nieletalnie – Dae’Haron się podszywał pod przywódcę Khar Rhuzu, a ja próbowałem przegadać sierżantkę. Nie udało się, a wręcz kazała ona swoim dwóm podwładnym mnie zatrzymać (jednym z nich był mój ukochany braciszek sadysta). Ponieważ kat już unosił topór, nie było czasu dłużej gadać. Lynx próbowała trafić kata sztyletem w nogę (bez sukcesu), a ja poprawiłem umysłowym (z sukcesem). And then… all hell broke loose…

Tadeusz potężnie użarł kata, przebijając się aż przez deski podestu, Brond rozerwał bratu więzy, Dae’Haron umiejętnie z ukrycia związał magicznie dwóch strażników (w tym sierżantkę), a Lynx siekała wszystkich z powietrza. Ja oberwałem mocno od brata (znowu…), dopóki nie uratowała mnie Magrit. Urloch przyłożył jednemu strażnikowi, co okazało się zgubne, bo biedak się wykrwawił.

Tłum podniósł alarm i trzeba było zdecydować, czy dalej walczymy, czy się wycofujemy, czy też poddajemy, co radził mój mistrz, który przyszedł do nas z okrzykiem “STOP THE MADNESS”! Brond, Urloch i Magrit rzucili się do ucieczki i po przygodach udało im się skryć w tunelach. Dae’Harona wydał ktoś z tłumu i został on przywalony sześcioma krasnoludami. Lynx uratował z opałów jej mistrz, a ja uniosłem ręce i oddałem się w ręce władz. Choć władze bały się nawet do mnie podejść.

Co dalej?

(wpisujcie, co planujecie, drużyno)

Herghest

Mistrz chciał zrobić przewrót przy pomocy informacji, które wykopałem, a mnie w tej chwili posiadanie kogoś przyjaznego w Radzie bardzo się przyda. Zwłaszcza, że T’schrrt chciał to zrobić nie-wprost, czyli nie wbijać się wprost na stanowisko Khandifa, tylko zainstalować tam kogoś neutralnego, kto po niedługim czasie abdykuje. Może mojego dziadka, Amaroka? (Tylko ja wiem, że Amarok też by chciał być w radzie, a mój mistrz jest jakiś podejrzany ostatnio i chyba wolałbym, żeby mój dziadek był w radzie).

Anyway, jeśli mnie odwiedzą, mistrzowi przekażę dokumenty, a dziadka namówię, żeby pomógł T’schrrtowi i w ten sposób zdobył stanowisko (choć moim zdaniem wcale abdykować nie musi).

A tymczasem, gdyby mnie czekały jakieś przesłuchania czy rozprawy, będę jechał po linii obrony (argumentując z pomocą Zdumiewających Popisów Logicznego Myślenia), że ja tam przyszedłem zatrzymać egzekucję Obsydianina, któremu nie udowodniono winy (a ja wręcz miałem dowody jego niewinności i słowo Elony za sobą, poza tym przecież sam walczyłem z kultystami, złapałem ich przywódcę, a potem Urloch sam z nimi walczył, więc what the fuck?) I ja nikogo nie atakowałem nie sprowokowany (to na mnie rzucił się mój braciszek-sadysta, POLICE BRUTALITY, MAN!)

Brond

…this space for rent…

Dae’Haron

Iluzjonista! Pojmany! Przez kurduple!
Pepper spray cop meme 15

Jak 200 lat chodzę po tym świecie, takiej zniewagi nie zaznałem.
Krasnale dały się podjudzić nagromadzonej masie. Ta rasa chyba nigdy nie zrozumie na czym polega prawdziwe postrzeganie świata. Patrzą, a nie widzą. Wsadzili mnie do ciupy jak podrzędnego kopacza złota. Niech się tylko Leldrin o tym dowie… Ale dostanę ochrzan.
No nic. Pozostało czekać na ruch mojego mistrza. Na pewno nie pozwoli, żebym siedział w krasnoludzkim więzieniu. Jakoś mnie wyciągnie, mam nadzieję, że pokojowo. (Każdy kto wie kim on jest wolał by załatwiać z nim sprawy pokojowo.) Jeśli mikrusy zdążą zorganizować coś na kształt sądu(Choć jak widać po tej feralnej egzekucji, moralność mają na tym samym poziomie co uszy.) to będę się wypierał, że tylko tam stałem. Głos krzyknięty z tłumu to nie skazujący dowód. Nikt z strażników nie widział mojej prawdziwej twarzy i nie powinien mnie rozpoznać(Tak samo będę się wypierał, że umiem ja zmienić. Każdy inny przywołany przez nich iluzjonista też powinien potwierdzić, że to zaawansowana potwornie trudna sztuka, tylko dla najlepszych z nas, a tak w ogóle to praktycznie niemożliwe.(Oczywiście każdy z nich jest na tyle potężny i zaawansowany. W końcu nie da się spotkać kiepskich iluzjonistów)). Jak się zapytają czemu uciekałem. Powiem im iż każdy szanujący się Elf zaczyna uciekać na widok szarży uzbrojonego tłumu brodatych liliputów. (Na prawdę. Nie jest to wielka logika czy magiczna sztuka. Wystarczy mieć np. zmysł powonienia.)

Jak się wydostanę, postaram się pomóc Herghestowi w wyjściu na wolność. Potem zrobię wszystko co w mojej mocy żeby przekonać, najpierw Leldrina, potem Herghesta do mojej teorii. Nasz Kaer został nawiedzony przez Horror’a nienawiści. Jestem tego pewien. Przypadkowo Nienawiść dostała się za nasze mechanizmy obronne i została zamknięta w środku. Możliwe, że stało się to podczas wyprawy mojego mistrza, nie istotne. Teraz magia naszych tarcz dalej działa i cholerstwo nie może się wydostać na zewnątrz. Sieje tylko mały zamęt, żeby nie umrzeć z głodu. Jak by nas zabiła, już nigdy nie miała by możliwości opuszczenia swojego wiezienia. Oni powinni pomóc przekonać radę. Tylko nie wiem co z tą wiedzą potem zrobić? Może oni już wiedzą? Albo będziemy się trzymać z Horrorem w szachu i już nigdy nie otworzymy Kaeru. Albo możemy liczyć na to, że sobie pójdzie w cholerę jak wyślemy ekspedycję na zewnątrz.
A ja siedzę w celi…
Po drodze wypadało by oczyścić dobre imię mojej siostry i reszty ekipy. Bezpieczniej jak by się skryli w lasach Shal’Minar. Kransnoludzkie korytarze to nie miejsce dla kogoś powyżej 160 cm wzrostu.

Lynx

…this space for rent…

Magrit

…this space for rent…

View
W Płonącej Wieży
"Into the fire and into the fight - well, that's the way the heroes go!"

…przeciskamy się przez tłum przed płonącą posiadłością Kirofa. Rany! Czuję, jakbyśmy miesiąc się przeciskali…

No, ale jesteśmy. Dom płonie, a wokół niego, rzecz jasna, gapie i straż. Ale na dachu jednego z budynków nieopodal dostrzegamy znajomą mordę i przylizane włoski Angiusa. Zaraz potem dookoła wybuchają łajnobomby i wśród tłumu lądują kultyści – troll, elf, ork i para ludzi. Po jednym dla każdego! Zaczyna się jatka.

Wąż Tadeusz gryzie w nogę kobietę, za co obrywa dość poważnie (umiera, w sensie). Jakby tego było mało, naBronda rzuca się zarówno ona, jak i jej facet oraz troll. Herghest ucieka do niecki w murze, z które stara się ustrzelić z Runomiotu elfa, ale ten go tam dopada i przypiera do muru. Lynx odwraca uwagę długouchego, a Herghest – do trzech razy sztuka – jednym zajebistym strzałem posyła go na podłogę. Tiny five! Magrit walczy z Orkiem, pomaga jej braciszek, wspólnie udaje im się go załatwić.

Na odsiecz przybywa ekipie mistrz naszej wojowniczki i brat naszego kamerdulca. Na odsiecz kultystom za to przybywa ich cały oddział, ale nasza kawaleria powiedziała, że da sobie z nimi radę, a my lećmy do domu Kirofa.

Na trawniku witają nas dwa dobermany, ale Bront i Lynx pokojowo ich unieszkodliwiają. Następnie mała (Lynx) otwiera zamek, a większa (Magrit) otwiera drzwi, po czym zostaje powalona przez potężny Ognisty Podmuch. Wszyscy mają opory przed wejściem, więc najtchórzliwszy krasnolud Herghest włazi odważnie pierwszy… czego mało nie przypłaca życiem, gdy na głowę spada mu szczapa płonącego drewna. Na szczęście Bront i Magrit rzucają mi się na ratunek.

W korytarzu prowadzącym do wieży na spotkanie wybiega nam płonący służący (heh, that rhymes!) Gasimy go i uwalniamy heroicznie resztę służmy, związanej i zamkniętej w jednym z bocznych pokoi. Następnie wkraczamy do wieży.

Wszyscy znowu dywagują nad tym, jak wejść po płonących, drewnianych schodach (a może po linie? a może łańcuchu? a mamy pilniczek? na miłość Pasji, MOVE YOUR ASSES, PEOPLE, THE HOUSE IS ON FIRE!), więc znowu najtchórzliwszy krasnolud pierwszy wbiega po schodach, pomagając sobie termowizją, żeby się nie poparzyć (za bardzo). Za nim wbiega, a wręcz wtańcowuje z gracją po płomieniach, Magrit. Jej brat nie miał już tyle szczęścia i musiał mi pomóc Brond. Zaraz, a jak właściwie on wlazł na piętro?…

Aaaanyway, na piętrze czekał na nas golem, ale Dae’Haron się przemienił w Kirofa (bazując na obrazie na ścianie) i golem nas przepuścił.

Na drugim piętrze znaleźliśmy kilka pokoi z magicznymi itemkami (znowu najtchórzliwszy krasnolud sięgnął po nie jako pierwszy… tym razem przypłacając to chwilowym paraliżem. Ale nazwie mnie ktoś teraz ostrożnym, to strzelę w ryj. Z bezpiecznej kryjówki w oddali, rzecz jasna ;), paroma eliksirami oraz stołem, na którym szalony Kirof ekstraktował z umierających w cierpieniach ofiar (swojej służby, głównie) jakąś substancję o nazwie Vitae.

Poszliśmy jeszcze pięrto wyżej. W sali podejrzanie mniejszej niż poprzednie zobaczyliśmy zamykający się portal (znowu Mądry Herghest wyczaił, co to i do czego służy), a w ścianie odkryliśmy bluźnierczy ołtarz Nienawiści, na której na srebrnej tacy leżało serce ostatniej ofiary Kirofa. Portal zaczął się zachowywać w sposób który mógł oznaczać tylko jedno – ZARAZ WSZYSTKO PIERDOLNIE. Mężny Herghest pierwszy rzucił się do ucieczki i dlatego tylko jego eksplozja nie wyjebała przez okno (spadłem tylko ze schodów). Wszyscy pozostali zaryli w grunt, Brond pozostawił nawet mały krater.

Na koniec Brond ożywił Tadeusza eliksirem ostatniej szansy, a potem przyszła straż aresztować nas (a głównie Bronda) za morderstwo na polance. W ogólnym zamieszaniu zabrał głos jego brat, który ogłosił, że to on zabił, więc straż zostawiła nas w spokoju i zajęła się nim.

Coś czuję, że ktoś tu będzie musiał Zdumiewająco Pokazać Logiczne Myślenie…

PS. Tagline odcinka pochodzi z piosenki Genesis Dance on a Volcano

View
CSI: Shal'Minar
"Dig yourself, Lazarus, dig yourself back in that hole!"

Prolog

Jest taki las w Shal’Minarze, gdzie wietrzniaki niechętnie się zapuszczają. Powiadają, że mieszka tam wiedźma i małe skrzydlate stworzenia stamtąd nie wracają…

Zapuściła się tam nasza złodziejka, Lynx, wieczorową porą. I zobaczyła przerażającą scenę: jeden mężczyzna wycinał sztyletem na ciele drugiego, leżącego pod drzewem, mroczne znaki. Złodziejka spojrzała w przestrzeń astralną i dojrzała trzecią, potężną postać, człekokształtną, ale z wieloma mackami wyrastającymi z pleców. Postać dostrzegła też złodziejkę, która starała się uciec, ale unieruchomił ją potężny ból.

A może tylko się to jej śniło?


Shal’Minar. Wezwał nas naczelnik Asandel. Mówi, że nawet udało nam się zrobić dobre wrażenie tydzień temu w Khar Rhuz. Teraz przyszły krasnale i poszukują ksenomanty, który zaginął – Kirofa Siwobrodego, ucznia Brelduina z Khar Rhuz.

Najpierw poszliśmy pogadać z Eloną z Gildii Magów – ludzką ksenomantką z lasu w Shal Minarze (która prowadza się z Khandifem z Rady Magów, konkurentem T’Schrrta). Po drodze dowiedzieliśmy się, że na polance w tym lesie miało miejsce morderstwo – głosiciel Mynbruje został zmaltretowany. Mądry Herghest Zielony wyczuł, że na tym miejscu używana była magia iluzyjna 4 kręgu. Elona powiedziała, że Kirof zaginął nawet dawniej, bo chyba ze dwa tygodnie go nie widziała.

Postanowiliśmy więc odwiedzić jego dawnego mistrza, Beldruina, który urzęduje pod pompownią w Khar Rhuz. Zmiażdżyliśmy jego ochronę (w postaci siódemki nieumarłych), a on sam powiedział, że nam pomoże, jeśli sprowadzimy do niego jego podopiecznego technozombiebrytana o imieniu Puszek.

Poszliśmy więc za nim (ja nie chciałem, bo tam ciemno, zimno, nieprzyjemnie, ale beze mnie i moich Żelaznych Pięści by sobie nie dali rady, więc ostatecznie poszedłem) w czeluście nekropolii. Puszek wybrał sobie za preciwnika do honorowej walki Magrit Sallah, która powaliła go z pomocą mojej magii. Zawlekliśmy go z powrotem, a Beldruin opowiedział mi o swoim zaginiętym uczniu.

Kirof, jak się okazało, zadawał się z jakimiś zakapturzonymi postaciami, pewnie kultystami, i wykazywał niezdrowe pożądanie mocy. A znak, jaki znaleźliśmy tu i ówdzie (np. na drzewie na polanie albo na zmasakrowanym ciele głosiciela Mynbruje) to znak horrora o wdzięcznym imieniu Stefan… znaczy się, Nienawiść.

Postanowiliśmy odwiedzić jeszcze Angiusa w więzieniu w Khar Rhuz, ale całe było skażone obecnością Horrora i puste – ani śladu straży ani kultysty, a jego cela to prawdziwy Room Full Of Crazy, z ładną reprodukcją horrora na ścianie.

Kolejnym celem naszej zabawy w Detektywów z Kaeru będzie posiadłość samego Kirofa w Okoros, ale już z daleka widzieliśmy nad nim łunę pożaru. Zaczęliśmy przeciskać się przez tłum…

View
Z Najlepszej Strony
"Here we are, born to be kings, we're the princes of the universe!"

WNĘTRZE. ARENA W OKOROS – DZIEŃ

Troll powalił dziewczynę – elfkę, poobijaną, z połamanymi żebrami. Mangrath nie jest zadowolony.
NAGLE dziewczyna atakuje z zaskoczenia. Trafia. Powala przeciwnika. Mangrath jest zadowolony.
Przychodzi wezwanie do Shal’minar.

CIĘCIE DO:

WNĘTRZE. BIBLIOTEKA W GILDII MAGÓW – DZIEŃ

Krasnoludzki mag dostaje od T’skrangijskiego mistrza magicznie zapieczętowaną księgę. Otwiera ją magią. Mistrz wyrywa stronę i mu wręcza. Przychodzi wezwanie od naczelnika Shal’minar.

CIĘCIE DO:

PLENER. PARK W OKOROS – DZIEŃ

Vespundi prowadzi swego ucznia – obsydiańskiego władcę zwierząt – zdenerwowanego niedźwiedzia. Ten go uspokaja i wyrywa drażniący go kolec z łapy. Przychodzi zaproszenie do Shal’minar.

CIĘCIE DO:

PLENER. TARGOWISKO PRZY HALI RADY – DZIEŃ

Gruby kupiec napastuje dziewczynę. Wietrzniaczka złodziejka postanawia dać mu nauczkę i kradnie mu sakiewkę ze srebrem. W ucieczce pomaga jej mistrz Sylphis, który właśnie jej szukał, aby dać jej znać, że jest wzywana do naczelnika Shal’minar.

CIĘCIE DO:

WNĘTRZE. MAGAZYN W SHAL’MINAR – DZIEŃ

Młody iluzjonista przyłapuje kupców na próbie malwersacji wspólnych pieniędzy Shal’minaru. Daje im nauczkę, przyjmując obraz Naczelnika. Mocno ich przy tym wystrasza. Jego mistrz wzywa go do właściwego naczelnika.



Naczelnik przyjmuje wszystkich pod Drzewem Shal’minaru. Mówi, że można spróbować raz jeszcze wyjść na zewnątrz Kaeru. Ale zanim to nastąpi, on chce doprowadzić do odbudowy pokoju między Halami. Aby to zrobić chce wysłać nas – grupę adeptów – do Khar-Rhuz, żebyśmy tam na festynie pokazali się od najlepszej strony.

Leldrin nie jest zachwycony, ale idzie z nami. Wyruszamy.

Wita nas rozentuzjazmowany tłum, ale zabawę psuje wariat w goglach, który zrzuca na nas fałszywe gwiazdy spod sufitu, a potem sprzedaję z rakietnicy do Leldrina. Orientujemy się, że ma pomagierów wśród tłumu. Gonimy za nimi po schodach, kładkach i rusztowaniach, zdejmując jednego po drugim (w czym połowę załatwiłem ja). Jednego łaskawie pozostawiam przy życiu – młodego, wystrachanego szczyla imieniem Hevar. Angius zwiał gdzieś do tuneli. Hevar zgodził się nas zaprowadzić do jego kryjówki.

Idziemy sobie długo korytarzami, trafiamy do śluzy wodnej, gdzie Angius zamyka szczelną bramę (przygniatając przy tym Hevara, którego wcześniej epicko położyłem Umysłowym Sztyletem) i wpuszcza wodę, a z nią – wodnego węża. Wężem zajmuje się Brond, uspokaja i odsyła, a reszta wdrapuje się na podest i zakręca wodę. Dorywamy Angiusa, który okazuje się być całkowicie ześwirowanym kultystą, który chce wpuścić horrora, który rzekomo czai się za bramami Kaeru. Aresztujemy go i oddajemy w ręce władz, ale on i tak jest pewny, że niedługo wróci na wolność…

Ale nie zmienia to faktu, że strażnicy miejscy Khar-Rhuz patrzą się w nas (szczególnie we mnie) jak w obrazek. Trzeba przyznać, że mieliśmy się zaprezentować, no i zaprezentowaliśmy się z najlepszej strony!

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.