Wiek Legend

Ekspedycja i Eksploracja

"Let's go outside (let's go outside) in the sunshine, I know you want to but you can't say yes"

Intro

Ekspedycja dwa i pół

Do rzeczy, bo odcinek był rzadkiej urody: Elona i Joran mają dla nas propozycję nie do odrzucenia. Chcą, żebyśmy w tajemnicy wyszli z kaeru (hurraa!) i dowiedzieli się, czy pogrom trwa, a gdyby się udało, co się stało z poprzednią ekspedycją, bo oni też mieli tylko wychynąć i wrócić, a nie wrócili. Zgodziliśmy się.

Po dwóch-trzech tygodniach dochodzenia do siebie, rozwijania talentów i dostrajania się do nowych zabawek (ja do żetonów do mojego Runomiota a Dae do jego laleczek, napisałbym “no funny business”, ale w sumie nie mogę mieć pewności…) byliśmy gotowi, więc w ciszy i tajemnicy (a nie w wielką pompą, jak żegnana była poprzednia ekspedycja) odprowadzili nas do bocznych drzwi. Powiedzieli, że jak już będziemy coś wiedzieć, żebyśmy zadzwonili domofonem po drugiej stronie drzwi, a ktoś nas wpuści.

Kopalnia1

Wyszliśmy więc po długiej drabinie i przez drzwi. Trafiliśmy do koryta z wyłączoną rzeką. Minęliśmy domofon nie sprawdzając czy działa i wyszliśmy z koryta w sam raz w momencie jak rzeka do niego wróciła. W jaskiniach (bo tam byliśmy) znaleźliśmy runy do wyłączania rzeki, a także jaskinie z pozostałościami po (co wyszło z mojego dociekliwego inwestygowania otoczenia) plemieniu trollowych Łupieżców, którzy schowali się w tych jaskiniach na początku Pogromu.

Znaleźliśmy też Kryształ Pamięci i obejrzeliśmy parę retrospekcji…

Whooooosh….

Łupieżcy łupieni

Nie tylko je obejrzeliśmy, ale nawet w nich zagraliśmy! Dae’Haron wcielił się w Bragga, czempiona Łupieżców, Magrit została artylerzystką Janissą, a ja – kapitanem statku, Hortolem, i zadziwiająco dobrze się w tej roli odnalazłem. Kto wie, może w poprzednim wcieleniu też byłem Łupieżcą?…

W każdym razie lecieliśmy z naszym plemieniem dwoma albo trzema statkami, a goniły nas paskudne rakkeny. Janissa ładowała do nich z działa ogniowego, Bragg skakał ze statku na grzbiet rakkena i znów na statek, a ja je taranowałem i nabijałem na złamane maszty, po czym przy minimalnych stratach w ludziach wylądowałem na niewielkim płaskowyżu u wejścia do jakiejś jaskini. Tam też wszyscy się schroniliśmy.

Błądziliśmy po korytarzach kopalni. Część ludzi straciłem na rzecz świecącej, fioletowej kuli, która ich uwięziła psychicznie (po prostu zostali się w nią wgapiać), część w walce z zasiedlającymi jaskinie pająkami, ale wreszcie przycupnęliśmy w paru jaskiniach i tam zamieszkaliśmy…

Whooooosh…

Creepy crawling

No i tak dokonali żywota, na to by wyglądało. Było to parę setek lat temu.

Ruszyliśmy dalej. Jaskinie faktycznie były zamieszkane przez pająki i udekorowane ich sieciami. Musieliśmy kilka pokonać, ale udało nam się przedrzeć. Dotarliśmy do kopalni, gdzie znaleźliśmy ciało Sylphisa. Zmarł na naszych rękach, ostatnim tchem ostrzegając nas (m.in. dwójkę Elfów, mind you), żebyśmy “nie ufali Elfom”. Wtedy też dostrzegliśmy jakiegoś Elfa, który się nam przyglądał z mroku, ale znikł. Podążyliśmy za nim.

Kopalnia2

Trafiliśmy do korytarzy kopalni. Nauczeni doświadczeniem trollowych łupieżców ominęliśmy pułapkę na Horrory (tą fioletową kulę) łukiem jak najszerszym, wznieśliśmy się mocą mojej lewitacji w górę szybu i trafiliśmy do wyjścia. Rozkminiliśmy zagadkę drzwi wyjściowych i wydostaliśmy się na zewnątrz.

Niebo!

Outside

A tam przywitał nas widok, o którym marzyłem od lat: las! Drzewa! Niebo! A z nieba – deszcz! Coś niesamowitego!

Niestety, radość zepsuł mi nieco fakt, że razem z tym wszystkim przywitał nas też oddział siedmniu elfów z wycelowanymi w nas łukami…

Comments

Fryndlz mzywiol

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.