Wiek Legend

Fighting and Spying in Ardanyan

Siękurwadziało...

1. Leczymy i żegnamy (Rest In Peace)

Argethiel jeszcze nie zdążył dobrze zniknąć za drzewami, a już wisiał na nas Tungar, zachwycony, jacy to my jesteśmy niesamowici i jak mu uratowaliśmy (już po raz drugi) życie. Szkoda tylko, że sami nie wszyscy przeżyliśmy – Magrit udało się przywrócić na naszą stronę (wróciła jakoś bardziej napakowana), ale jej nowopoznanego brata Farathiela już niestety nie.

Tungar opowiedział, że jechał do Ardanyan do swojego kuzyna, Grankara (który jest w miarę zamożnym kupcem tekstyliów i prowadzi w mieście Emporium), który dowiedział się coś niecoś o jakiejś kopalni esensji Ziemi w górach nieopodal miasta (brzmi jak nasz Kaer), kiedy napadli go bandyci (w sensie – elfi rangerzy z bandy Farathiela) i zostawili konającego w rowie, skąd go wyciągnęliśmy. A że my także do Ardanyan zdecydowaliśmy się pójść, powiedział, że nas chętnie zabierze swoim wozem, jeśli tylko odnajdzie kuca.

Poszedł więc szukać kuca, a my zabraliśmy się za lizanie ran. W czasie, gdy zaczarowywałem jej sen, żeby był bardziej leczniczy (ryzykując spotkanie z Horrorem, o czym nie wiedziałem), Dae’haron wybudził się sam. Zaaplikował więc na niej i na sobie swoje niemagiczne zdolności lecznicze, kiedy wrócił Tungar, prowadząc kuca i wóz. Zapakowaliśmy Magrit na wóz, ciało Farathiela schowaliśmy w krzakach (nie było czasu go chować, a nie możemy go zabrać do miasta, musimy jednak po niego wrócić) i ruszyliśmy.

2. Siedzimy i gadamy (Standing)

Pod murami tłok. Podjeżdżamy już po zmroku i widzimy dziesiątki karawan i wozów rozłożonych wokół ognisk. Nieopodal – mury miasta i brama. Szukamy jakiegoś przyjaznego ogniska, co by się dosiąść na noc, pogadać i może czegoś dowiedzieć. Widzimy jedno, gdzie dobrze z oczu patrzy Obsydianinowi i pomarszczonemu T’skrangowi, i jakoś dziwnie poczuliśmy, że do nich możemy się przysiąść (choć ja w ostatniej chwili chciałem gdzie indziej). Po wstępnych rytuałach i dowodzeniu, że znamy się na sztuce (sztuką Tungara jest gotowanie, co jakoś najbradziej nam wszystkim przypasowało w tej chwili) zaczęliśmy pogaduchy.

Obsydianin imieniem Caedrus (podejrzewam, że łowca horrorów, bo bardzo go nasza sztuka interesowała) i T’skrang fechtmistrz Bez Imienia Na Razie (był mile zaskoczony, że mówię po t’skrangijsku, ale przecież nauczyłem się od mojego Mistrza), którzy przeżyli razem Epickie Przygody, także zmierzają do Ardanyan, ale czekają na wejście z wieloma innymi karawanami (jest to spowodowane orkowymi nomadami, którzy łupią tereny wokół Ardanyan i karawany boją się wyjść i wejść do miasta). Jest z nimi trzeci towarzysz, T’skrang Vush Vusul z membraną pod rękami, który jednak leczy kaca, śpi i nie bierze udziału w rozmowie.

Dowiedzieliśmy się więc, jak się sprawy mają wokół Ardanyan, a Caedrus przenikliwie się nam przygląda i zauważa, że jesteśmy jacyś niedzisiejsi i nietutejsi. A że mu dobrze z oczu patrzyło, przyznaliśmy się, skąd jesteśmy i co nas sprowadza do miasta. Jego tylko go interesowało: jaki mamy stosunek do Theran. Zdaliśmy test (tj. nie lubimy ich, jeden gość z Rady Magów w Kaerze był theraninem i niezdrową skłonnością do niewolników), więc on też się przyznał, kim jest. Ano, zmierza do Ardanyan poniekąd incognito, żeby zaszyć się w Stonehouse Omasu i zbadać sprawę pogłosek, jakoby w okolicy działali jasyć tajniaccy łowcy niewolników z Thery. Że niby kilku złapano dopiero co, ale on uważa, że to ściema i chce to zbadać. My podejrzewamy, że to jak najbardziej ściema i złapano tak naprawdę naszych mistrzów.

3. Lewitujemy i przemykamy (Going Through the Motions)

Tungar mówi, że rzeczywiście wyglądamy podejrzanie i może być ciężko dostać zieloną pieczątkę w bramie, bo nie zgadzają się daty i miejsce wydania paszportu, a i wygląd jakoś nie tego. Więc on jutro wejdzie sam (jednego gościa pieszo raczej wpuszczą, zwłaszcza, że jego kuzyn ma plecy w Ardanyan), zdobędzie jakieś normalne ciuchy, i wyjdzie z nimi do nas.

Nad ranem jednak obudził nas Wush, który powiedział, że jemu czekanie w kolejce nie w smak, i on idzie po swojemu. A to znaczy, że wspiął się świtem bladym po murze i zeskoczył po drugiej stronie. Muy impressivo, ale my najpierw spróbujemy planu Tungara. Cały dzień jednak czekaliśmy w kolejce, dostrajając się do magicznych przedmiotów i łapiąc muchy (no, Bez Imienia Na Razie próbował chojracko wejść do miasta solo, ale paru orkom w kolejce się to nie spodobało, więc go przepędzili miłymi słowami) i śledząć zachowania strażników na murach, żeby w nocy przekraść się wzorem Wusha.

Pożegnaliśmy się z Caedrusem, obiecując się spotkać na kawie w mieście, i o północy podeszliśmy pod mury. Wylewitowaliśmy się na górę (w ciągu całego dnia czekania dostroiłem się do wszystkich moich żetonów, więc rzucałem czar z matrycy), Dae’haron zajął się jedynym, śpiącym strażnikiem, dosyłając mu do jego snu jeszcze trzy cytate panienki, żeby się nikim innym nie interesował przez jakiś czas. Przeszliśmy na drugą stronę i zlewitowaliśmy na ulicę miasta.

Za murami wylądowaliśmy niedalego gospody Czerwony Kruk. Nazwa brzmi znajomo – była taka knajpa w Okoros, prowadziły ją elfy, dopóki nie przepadły rok-dwa temu i interes przejął ktoś inny. Teraz już wiemy, gdzie długousi się podziali – przenieśli biznes na powierzchnię. Baliśmy się wejść, bo Magrit tam bywała i właściciele mogą ją rozpoznać i już mieliśmy iść do Emporium Grankara, kiedy zdecydowaliśmy się jednak zaryzykować i czegoś się dowiedzieć o sytuacji. W międzyczasie wyczuliśmy, że jakiś ludek z dachów domów nas śledzi.

4. Pijemy i kombinujemy (I’ve Got a Theory)

Wróciliśmy pod knajpę, gdzie zainteresował nas list gończy na murze – szukają Mangratha, mistrza Magrit! Może więc jego jeszcze nie złapali. Do karczmy weszliśmy ja i Bez Imienia Na Razie, bo żaden z nas nigdy w Czerwonym Kruku w Kaerze nie był (niektórzy z nas dwóch nie byli nawet w Kaerze!). Pogadałem z barmanem (człowiekiem, to nie jest właściciel knajpy) i dowiedziałem się, że faktycznie, Mangrath poszukiwany jest za rzekome łowczenie niewolników dla Thery, i już złapano jego dwóch towarzyszy: jakiegoś T’skranga (mój mistrz zapewne) i jakiegoś lokalnego krasnala (jak się okazało, Grankar. Przewalone.) Nie wiadomo, co z nimi, kiedy mają być straceni ani nic takiego. Aha, knajpę faktycznie prowadzą elfy, które przybyły jakiś rok, dwa temu, ale akurat ich nie ma. W najpie aktualnie jest tylko garstka elfów, z który jeden faktycznie wygląda znajomo z Kaeru, więc wprowadzić naszych długouchych będzie bezpiecznie, jeśli tylko odwróci się jego uwagę. Wynajęliśmy więc pokój, Bez Imienia Na Razie ruszył na rozpijanie owego elfa, a ja poszedłem po naszych.

Poszliśmy do pokoju, wyłożyłem im, jaka jest sytuacja (że Grankar i T’schrrt są schwytani prawdopodobnie w ratuszu) i czekamy na Bez Imienia Na Razie. Ten, jak wrócił, powiedział, czego się dowiedział w swoim epickim piciu z elfem. Otóż podchmielony elf wyśpiewał swojemu nowemu ulubionemu druhowi wszysto – że żył w Kaerze nieopodal, że został wyciągnięty potajemnie przez klikę rządzącą tym miastem, że są tu potężne elfy, ale o tym sza, będzie bezpieczniej dla wszystkich – no, słowem, potwierdził wszystkie nasze przypuszczenia. Zaczęśliśmy planować, co dalej (że pójdziemy do Emporium), kiedy sytuacja się zmieniła. Widocznie ludek, który nas śledził, pobiegł na nas donieść do władz, bo do gospody przyszli po nas do gospody strażnicy.

5. Wiejemy i walczymy (Walk Through the Fire)

Postanowiliśmy wiać przez okno do Emporium. Po dachach, bo rostawili czujki. Zapieczętowałem magicznie drzwi (nawet nie wiedziałem, jak w tej chwili ryzykowałem, rzucając czar z czystej magii!) i poczęliśmy się gramolić przez okno. Na ulicach były czujki, więc staraliśmy się iść po cichu. Ja rzuciłem na siebie czar kociego chodu, żeby spokojnie biec po dachach, ale Dae’haron prawie wszystko spaprał, bo się wywrócił i prawie zleciał z dachu. Złapał go nasz fechtmistrz, ale jedna z czujek prawie go zauważyła. Koniec końców na dobre wyszło, bo Dae – trzymany przez Bez Imienia Na Razie – rzucił na czujkę iluzję, że może znikamy gdzieś za rogiem, a nie gramolimy się po dachach. Podziałało tak dobrze, że zwołał inne czujki oraz strażników już łomoczących w nasze zapieczętowane drzwi i pobiegli wszyscy za fantomem, nas kompletnie ignorując. Zeszliśmy więc spokojnie na ulicę i pobiegliśmy zaułkami do Emporium.

Natknęliśmy się na Tungara, który był przerażony – był w Emporium, dowiedział się, że aresztowali jego kuzyna, a teraz Emporium przetrząsają strażnicy w poszukiwaniu śladów Mangratha. Pobiegliśmy więc i wypatrzyliśmy siedmiu strażników miejskich, szperających po izbie. Postanowiliśmy pozbyć się ich szybko i efektywnie. Najpierw z zaskoczenia: Magrit potraktowała jednego bełtem z kuszy zza okna, Bez Imienia Na Razie wkradł się i ciachnął jednego bardzo skutecznie mieczem, ja posłałem supersilny cios w Aurę kapitana (czym go od razu położyłem), a Dae’haron postanowił ich wszystkich jeszcze magicznie przydusić. Zostało pięciu.

W pierwszej rundzie mego listu, niech będzie pochwalony , Bez Imienia Na Razie poprawił mieczem w drugiego przeciwnika, Magrit, przemieniona przez swego brata w technobrytana, wskoczyła przez okno i jednym ciosem pozbawiła jednego strażnika i twarzy, i życia, a Dae’Haron zaatakował kolejnego płonącą pięścią. Ja posłałem Umysłowy Sztylet w jednego ze strażników, który otrząsnął się z iluzji duszenia się. Próbował mi oddać, zaszarżował na mnie z przeskoczeniem przez okno, ale ja tylko usunąłem się w bok i chłop chybił. Zostało może dwóch?

W drugiej rundzie mego listu, niech będzie pochwalony, kto tam był w środku pokonał kogo tam pozostał w środku, a jedyny strażnik na zewnątrz postanowił mi przyłożyć. Teraz już nie byłem tak zwinny i oberwałem bardzo solidnie pałką w czerep, aż się osunąłem na ścianę. Strażnik zaczął wiać. Nie mogliśmy mu na to pozwolić, więc fechtmistrz rzucił w niego mieczem (trochę skutecznie), a ja, z pozycji leżącej, poprawiłem Umysłowym Sztyletem (trochę zbyt skutecznie). W dwie rundy pozbyliśmy się wszystkich. Prawie flawless victory.

Tungar, który cały ten czas krył się za śmietnikami, pomógł mi wstać i wtaszczyć truchło ostatniego strażnika do środka budynku. Tam stała się też rzecz dziwna – Dae, który podczas walki rzucił kilka czarów z surowej magii, zatoczył się na ścianę i popuścił trochę krwi z nosa. Pogadaliśmy i okazało się, że rzucanie w taki sposób czarów nie jest tak bezpieczne, jak nam się wydawało. Muszę powiedzieć dziadkowi, że miał rację – faktycznie, przestrzeń astralna jest zbrukana i potrzebujemy matryc, żeby bezpiecznie rzucać czary.

6. Inwestygujemy i planujemy (I’ll Never Tell)

Zabraliśmy się za badanie śladów wydarzeń w Emporium. Epicko analizowałem ślady i nawet pomimo bałaganu zrobionego przez strażników i naszą błyskawiczną walkę, ja w powidokach astralnych wypatrzyłem, jak aresztują Grankara, jak rzuca on pod ścianę zmięty list gończy ze swoim nazwiskiem, oraz jak chowa coś w safe roomie za szafą. Zrobiłem wrażenie na Tungarze otwierając safe room ukrytą dźwignią w szufladzie, i weszliśmy do środka.

Wpis 1 Grankar odkrywa, że kopalnia, którą chciał reaktywować, to tak naprawdę kaer w pobliskich górach, którego ślady ktoś usilnie zaciera.
Wpis 2 Grankar zaczyna badać sprawę i szybko odkrywa, że spiskowcy są w mieście wszędzie.
Wpis 3 Grankar pisze, że dzisiaj ktoś go śledził. Boi się o swoje zdrowie. Wiedząc, że nie da rady skontaktować się z kuzynem Tungarem, zaczyna spisywać notatki i zostawia je w ukrytym pomieszczeniu o którym wiedzą tylko oni dwaj. W ten sposób, jeśli coś się Grankarowi stanie, Tungar będzie o tym wiedział.
Wpis 4 Grankar odkrywa, że spiskowcy kontrolują miasto znajdując na ścianie list gończy na siebie. Jest poszukiwany za niewolnictwo i współpracę z Theranami.
Wpis 5 Grankar znajduje plakaty dwóch poszukiwanych za tę samą przewinę osób – Mangratha i Tschrrta. Chce się z nimi skontaktować.
Wpis 6 Grankar widział się z Mangrathem, który twierdzi, że Tschrrta już dorwali spiskowcy. Mangrath idzie do wieży Mangarina po odpowiedzi.
Wpis 6 Grankar jest przekonany że straż go namierzyła i na pewno niedługo skończy w ratuszu na “przesłuchaniu”, podobnie jak Tschrrt.

Znaleźliśmy tam notatki, z których wynikało, że Grankar poznał Mangratha podczas węszenia w sprawie rzekomych therańskich łowców niewolników, i w ten sposób podpadł władzom. Dlatego został aresztowany – za podejrzenie, że wie, gdzie Mangarth przebywa. A sam Mangarth postanowił rozmówić się z Mangalinem (elfem z oryginalnej wyprawy z Kaeru, który należy do szajki Krzyża Ardanian, a teraz zamknął się w Wieży Magów i z niej nie wychodzi).

Tungar bardzo chciałby iść teraz, zaraz, natychmiast (a raczej, żebyśmy my poszli, bo przecież co on może, bo jest commonerem, a my Adeptami!) do Ratusza ratować kuzyna. Po pewnych dyskusjach stwierdziliśmy, że to dobry plan, bo odbijemy też mojego mistrza. Tungar tymczasem uda się do Stonehouse’u Omasu (dokąd docelowo zmierzał Caedrus) i do Wieży Maga zobaczyć, jak to wszystko wygląda.

Ruszyliśmy więc na plac ratuszowy i przyczailiśmy się na ławce pod położoną nieopodal knajpą (Spragniony Smok) w której, tak przy okazji, zatrzymał się Wuschwusul. T’skrang, znudzony, czeka na przybycie swoich kumpli polatuchów, z którymi chce iść polować na gryfy w pobliskich górach. Wysłaliśmy Bez Imienia Na Razie na przeszpiegi do ratusza, żeby wyczaił, czy są tam jakieś informacje o planowanych egzekucjach. W drzwiach minął Argethiela, który gadał przez bajerancki zestaw słuchawkowy z jakimiś partnerami w biznesie i wyglądał, jakby to miejsce należało do niego. Informacji w ratuszu żadnych nie było, w ogóle wygląda, jakby cała sprawa z aresztowaniem i przetrzymywaniem rzekomych łowców niewolników była hush-hush i zamieciona pod dywan.

Pogadaliśmy z Wushem, próbując go przekonać, żeby nam pomógł, ale go nie przekonaliśmy – nie chciał dla nas ryzykować. W sumie zrozumiałe, ma swoje plany. Jego porady, jak on by wydostał towarzyszy z pierdla, też były mało pomocne, bo zdaje się zapominać, że my nie mamy membran. Ale widok Argathiela zainspirował nas do innego planu:

7. Wchodzimy i wychodzimy (Under Your Spell)

Dae’haron zailuzjonuje się w Argathiela, Magrit i Bez Imienia Na Razie przebierają się za strażników (mamy ciuchy, bo przecież pokonaliśmy ich mały oddział, z którego nota bene ocalałych związanych i zakneblowanych trzymamy w safe roomie w Emporium). Problem ze mną, bo nie mamy ciuchów strażnika-krasnoluda, a ja z przepaską na oku jestem dość charakterystyczny. Wymyśliliśmy więc, żeby mnie zailuzjować w dobermana (bo dobermany pilnują tyłu Ratusza) i pójdziemy nocą (jak jest cicho i spokojnie) po więźniów – że niby jesteśmy Arathiel z obstawą i zabierami naszych gości na spytki. Cały czas obserwowałem Ratusz, ale Argethiel się z niego nie ruszał do późnej nocy. W międzyczasie zmieniły się straże, więc postanowiliśmy iść na żywioł i ruszyć, licząc, że nowa straż nawet nie wie, że Argethiel jest na piętrze.

Idziemy więc dzielnie. Strażnicy, gdy tylko napomknęli, że “chyba Argethiel przecież jest na piętrze”, zostali zbałamuceni pogaduchami Bez Imienia. Pozostała trójka ruszyła do cel w piwnicy. Argethiela cały czas mam na radarze. Śpi.

Drzwi do aresztu były zamknięte, a strażnik chrapał po drugiej stronie. Nie dobudził się nawet, jak Dae’gethiel zapukał. Argethiel za to wstał na piętrze, i ziewa w oknie. Musimy być cicho, a drzwi trzeba otworzyć. Korzystając, że nikt nie widzi, że pies będzie czarował przy zamku (więc iluzja nie pryśnie), roztrzaskałem zamek magią. Argethiel nie zauważył, ale obudził się strażnik w areszcie. Dae’gethiel go zrugał, że jak tak można pić i spać, i że zaraz mi tu przyprowadzić więźniów.

Gdy tylko strażnik nabrał oddechu, żeby wrzasnąć na Grankara, by ten się obudził, ja przytłumiłem jego wrzask szczeknięciem. Podziałało – Argethiel nie zwrócił uwagi, myślał, że to dobermany na zapleczu Ratusza. Gdy strażnik otwierał celę mojego mistrza (T’schrrt jest pobity, poraniony i ledwo zipie), zaczarowałem Cichą Konwersację i szepnąłem mu magicznie do ucha, że to my, przyszliśmy go uratować, niech nie panikuje. Ucieszył się.

Zrugaliśmy strażnika na pożegnanie i ruszyliśmy na górę. W międzyczasie nasze nemezis z pięterka znikło mi z radaru. Dopiero wracając na parter i otwierając drzwi do hali wejściowej zobaczyliśmy jego plecy – Argethiel właśnie miał otworzyć drzwi po drugiej stronie sali…

8. Stoimy i zaklinamy (Under Your Spell / Standing (Reprise))

Zamarliśmy w bezruchu, czy nas usłyszał i czy się odwróci. Grankar stoi. Marit stoi. Doberman stoi. T’schrrt stoi. Tylko Dae… upuścił kostur… Argethiel się odwrócił, i zobaczył taki obrazek: on sam, wraz z dobermanem i ubraną jak strażnik miejski elfką, którą zabił dwa dni wcześniej w lesie, wyprowadzają więźniów, których dobrze zna, z lochu. Dae’haron postanowił wykorzystać jego skołowanie i jeszcze je umocnić. Począł magicznie szeptać mu do ucha iluzje: Argetheilu, toż ty śpisz jeszcze. Po całym dniu pracy nad papierami biznesowymi w ratuszu zasnąłeś i teraz śnisz jeno, że po Ratuszu błądzisz, zmierzasz do działu ksiąg finansowych, by sprawdzić, ile to transport Esensji Ognia z Wielkiego Targu wyniesie, gdy nomadzi gościńce łupią. A idąc natknąłeś się na wspomnienie li i jedynie siebie samego, jak więźniów swych znienawidzonych na kolejne przyjazne rozmowy z obcęgami i biczami prowadzisz, bo przecież nie może prawdą to być, by towarzyszyła ci elfka, która nie mogła przecież przeżyć spotkania z tobą dwa dni temu w lesie pod Ardanyan.

Jeden zajebisty rzut kostką później Argethiel, z zamglonym wzrokiem, wzruszył ramionami, odwrócił się i wszedł do działu finansowego, zamykając za sobą drzwi.

Ulgę w naszym oddechu słychać było w Kaerze.

Zgarnęliśmy więc Bez Imienia i ruszyliśmy spokojnie ulicami miasta w stronę Emporium. W jednym z zaułków iluzje przestały działać, Grankar nie mógł się nadziwić i nacieszyć z ratunku, a T’schrrt rzucił nam parę komplementów (“uczeń przerósł mistrza”, najss). W drodze do safe roomu (gdzie nasza czwórka, mój mistrz, dwaj krasnoludzi i czterech związanych strażników tworzyło niemały tłok) T’schrrt opowiedział nam, co się działo, i dowiedział o Mangracie, który poszedł do wieży maga i przepadł. Aha, i że boczne wejście do naszego Kaeru jest prawdopodobnie gdzieś pod Ratuszem, bo widział, jak tam ludzie wchodzą i nie wychodzą i wice wersa.

9. Wracamy i myślimy (Where Do We Go From Here?)

Moja propozycja:

  • głośno i przekonywująco przy strażnikach rozmawiamy, że spieprzamy z miasta jak najszybciej, bo tu niebezpiecznie.
  • pozbawiamy strażników przytomności i wynosimy z safe roomu do głównej sali Emporium. Tam ich zostawiamy z nieco poluzowanymi więzami, niech ktoś ich znajdzie (np. inni strażnicy, którzy się zainteresują, że oddział inwesygujący Emporium nie zameldował się spowrotem) albo się sami uwolnią i powiedzą, że ci szaleńcy zwiali z miasta.
  • zamykamy safe room – jest szansa, że oni w ogóle nie wiedzą, gdzie byli cały czas, a już na pewno nie wiedzą, jak tam wejść.
  • spieprzamy JAK NAJSZYBCIEJ, ale wcale nie z miasta, tylko do Stonehouse’u Omasu i prosimy o azyl, powołując się na Caedrusa i jego śledztwo (już wiemy, że to była głęboka ściema, tak właściwie to zrobiliśmy za niego jego robotę).
  • tam się zaszywamy na długo – dni, może tygodnie, nie wyściubując nosa (wzorem amerykańskich dyplomatów w Teheranie w ‘Argo’ ), lecząc rany nasze i mojego mistrza, awansując i wydając punkty legend (WRESZCIE) oraz, oczywiście, monitorując sytuację w mieście. Może też jakoś zdalnie szukając Mangratha.
  • Albo nie zdalnie, może jakoś nos wyściubimy, tylko musimy to zrobić rozsądnie i zachowując wszelkie środki ostrożności.

Pasuje taki plan, drużyno?


PS. Alternatywne śródtytuły (kursywą) dedykowane są Kasi :)

Comments

Tak naprawde to byl Wuschwusul i Mangalin, ale zdecydowalem, ze od dzisiaj uznaje za oficjalna te pisownie, ktora wy sobie wyobrazacie na podstawie wymowy. Tak bedzie smieszniej.

Fighting and Spying in Ardanyan
Fryndlz mzywiol

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.